Krasicki, Przestroga młodemu |
Taka to nasza młodzież! Po skażonej wiośnie
Jaki plon, jaki owoc w jesieni urośnie?
Rzuć okiem na Tomasza: słaby, wynędzniały,
Dwudziestoletni starzec. Poszły kapitały,
Poszły wioski, miasteczka, pałace, ogrody,
Jęczy nędzarz, a pamięć niepowrotnej szkody
Truje resztę dni smutnych, co je wlecze z pracą:
Taka korzyść rozpusty, tak się zbytki płacą.
Uszedłeś marnotrawców, wpadniesz w otchłań nową.
Ci to są, co z romansów zawróconą głową,
Bohatyry miłosne, żaki teatralni,
Trawią wiek u nóg bogiń przy ich gotowalni.
Westchnienia ich kunsztowne do Filidów modnych, Kaloandry w afektach wiernych a dowodnych Jęczą nad srogim losem, a boginie cudne, Raz uprzejme, drugi raz dzikie i obłudne, Czy się zechcą nasrożyć, czy wdzięcznie uśmiechać, Dają im tylko wolność rozpaczać i wzdychać. Strzeż się matni zdradliwych, w które płochych mieści Zbyt czuły na podstępy zawżdy kunszt niewieści; Strzeż się sideł powabnych, w które młodzież wabią. Choć sztuką zdradę skryją, pęta ujedwabią, Przecież w nich wolność ginie, czas się drogi traci, Zysk wdzięcznych sentymentów w cnoty nie bogaci; A Filida tymczasem, gdy ją statek smuci, Dla nowego Tyrsysa dawnego porzuci. Skacz ze skały, w miłosnych pętach niewolniku, Albo siadłszy w zamysłach przy krętym strumyku, Gadaj z echem płaczącym na płonne nadzieje; Twoja Filis tymczasem z głupiego się śmieje. Nie masz tego w romansach — ale jest na jawie; Ktokolwiek się tej płochej poświęcił zabawie, Nie inszą korzyść żądań zniewieściałych zyska; Czyli politowania wart, czy pośmiewiska, Niech boginie osądzą. — Ty zważ, co cię czeka. Boginie są, mój Janie; czcij je, lecz z daleka. Nie, żebyś był odludkiem. Znajdziesz nawet w mieście, Co umysł mając męski, powaby niewieście, Szacowne bardziej cnotą niż blaskiem urody, Mimo zwyczaj powszechny, mimo przepis mody Śmią pełnić obowiązki, a proste Sarmatki, Są i żony poczciwe, i starowne matki; Romans je w obowiązkach nigdy nie rozgrzesza. Z takich gniazd, jeśli znajdziesz, szukaj towarzysza; I znajdziesz. Niech odszczeka, co je trzy rachował. Nie będę ja zbyt ostrą satyrą brakował. Są, a często, choć pozór przeciwnie obwieszcza, W uściech płochość, a cnota w sercu się umieszcza. Wojciech — mędrzec ponury, łapie młodzież żywą, A najeżony miną poważnie żarliwą, Nową rzeczy postawą gdy dziwi i cieszy, Same wyroki głosi zgromadzonej rzeszy. Za nic dawni pisarze, stare księgi — fraszki, Dzieła wieków to płonne u niego igraszki; Filozof, jednym słowem, i miną, i cerą, Unosi się nad podłą gminu atmosferą, Depce miałkość uprzedzeń, a dając, co nie ma, Stwarza nowy rząd rzeczy i wiary systema. Z daleka od tej szkoły, z daleka, mój Janie! Powabne tam jest wejście, wdzięczne przywitanie, Ale powrót fatalny. Krasicki, Przestroga młodemu fragment 40 |
| 2008-11-26 09:55:59 |